Pamiętam jak dziś datę 21 września 2021 gdy to niejaki dr Eko z Kamieńca Wrocławskiego jaki był ginekologiem wydał mi diagnozę-"rak jajnika" bo rzekomo widział jakieś zmiany u mnie na lewym jajniku. Do tego potęgował to fakt jak to od 6 grudnia 2020 roku nękały mnie dziwne plamienia. Wtedy to po usłyszeniu takiej diagnozy myślałąm,że już po mnie i nie pomagało pocieszenie ze strony koleżanek ani rozmowa z kobietą jaka miała "to" wszystko wycięte i dwóch synów miała ale to nie uchroniło ją od raka jajnika i mówiła mi jak to wszystko wygląda czyli leczenie i usuwanie "kobiecości"...
Nie aż tak całkiem dawno przeczytałam o aktorce jaka jest niby śmiertelnie chora i planuje swój pogrzeb:
https://film.wp.pl/zaplanowala-wlasny-pogrzeb-poruszajace-slowa-znanej-aktorki-7267696414787680a
Od razu ten artykuł mi przypomniał jak dzwoniłam wtedy po tej pseudo diagnozie jaka na szczęście okazała się być nieprawdziwa bo dwóch innych lekarzy zaprzeczyło tę diagnozę na szczęście to ja wtedy jak miałam taką diagnozę to dzwoniłam na cmemtarz kiełczowski gdzie chcę być pochowana i pytałam o cenę kwatery... Przygotowywałam się do "nowego życia",że odrodzę się jako noworodek płci męskiej w niedalekiej przyszłości a moje obecne życie skończę u pana Prokopa w Opolu otoczona jego ogrodami jakie posiada...
Całe szczęście diagnoza okazała się być błędna a mi odechciało się nawet i chodzić do lekarzy od tamtej pory bo medycyna czasem to jakieś badziewie i to już lepsze ludowa medycyna czy wizyta u Szpetunki niż u lekarza jakie według Cialdiniego powinien zachować regułę autorytetu i nie mylić się. Naprawdę dla ironii dr Eko już nie żyje-zmarł po półtorej roku po tym jak mi wydał takową "diagnozę" ale naprawdę co mi nerwów napsuł tego nie jest mi stanie oddać nikt...
